Imieniny:

Leokadia Wilkołek Leokadia Wilkołek

Poetka ludowa ze wsi Felin gm. Rybczewice. Leokadia Wilkołek, tak pisze o sobie:
        Urodziłam się w Kolonii Wygnanowice 14 września 1928 roku. Kiedy przyszłam na świat już miałam braciszka i siostrzyczkę. Lata dzieciństwa spędziłam wesoło, bo w naszym domu była szkoła. Najpierw uczyła w niej pani, później przez lat 18 uczył w niej nauczyciel, Jan Malicki. W roku 1939 wybuchła II wojna światowa, wtargnęli Niemcy, zamknęli szkołę. Ale Pan nauczyciel nie przestał uczyć, uczył potajemnie. Niemcy nie raz kontrolowali dom, ale wszyscy zdążyli uciec, gdzie, kto mógł. Za mną strzelali, ale jakoś z pomocą Boską uciekłam.
        Kiedy Niemcy opuścili Polskę, młodzież została powołana do służby wojskowej. Wtedy każdy żył pod strachem. Pomimo różnych napadów, jakoś przetrwaliśmy ciężkie czasy. Po napadach band( po wojnie grasowały bandy z bronią w ręku), strzelali za mamusią, po czym zachorowała i dostała zaniku nerwów.
        Po wojnie byłam już prawie dorosłą panienką, pracowałam na gospodarstwie razem z rodzicami. Siostra poszła do pracy, do Lublina a brat wrócił szczęśliwie z wojny i założył sobie sklep koło Stargardu. Tak przeżyłam 21 lat.
        Pomimo, że miałam starających się o moją rękę, nie spieszyłam się za mąż. W końcu przyszedł ten dzień, że poznałam chłopca, był przystojny, człowiek, który przeszedł piekło wojenne. Przeszedł cały front od Bugu do Berlina, był w Czechach, w Pradze. Ciekawie opowiadał o froncie, jak był dwa razy ranny, jak go zasypało w okopach i wiele innych ciężkich przeżyć, które nie raz wyciskały łez z oczu.
        W roku 1952, w lutym wyszłam za mąż za niego, bo to był mój wymarzony. Żyliśmy szczęśliwie, bo to był człowiek wielkiej dobroci, honoru i serca. W roku 1953 urodziłam córeczkę. Tu los nie był łaskawy urodziła się chora. Długo leczyliśmy, lecz nić nie pomogło, zmarła przeżywszy 25 lat. W roku 1955 urodziłam syna, był zdrowy i wyrósł na porządnego człowieka. Przez 14 lat miałam szpital w domu.
      Były chwile, że byłam załamana, wtedy zaczęłam pisać wierszyki. Najpierw do szkoły dla syna, później należałam do klubu twórców ludowych. Po ośmiu latach zrezygnowałam, nie mogłam sobie pozwolić na wyjazdy, na spotkania. Józio, mój mąż zawsze pomagał mi w ciężkich chwilach.
      W roku 1965 zapisałam się do Koła Gospodyń Wiejskich. Pisałam wiersze, piosenki, założyliśmy zespół śpiewaczy. Zdobywaliśmy nagrody, ja dostałam za prace społeczną kilka medali, ale najbardziej ucieszył mnie medal „Serce Matkom Wsi”. Tak szczęśliwie przeżyłam 47 lat.
    Syn się ożenił. Czekaliśmy na urodziny, bo synowa miała urodzić we wrześniu. Synowa urodziła 24 września 1999 roku syna. Józio, mój mąż ciężko zachorował, walczył z chorobą 10 lat. Choroba coraz bardziej osłabiała go. Dziadzio był szczęśliwy, że jeszcze doczekał wnuczka, cieszył się krótko, zmarł w październiku 1999 roku. Ja zostałam sama z synem i jego rodziną. Całą radością mojego życia jest mój wnuk. Rozprasza moje smutki, jak zobaczy łzy w moich oczach, wtedy, zarzuca mi ręce na szyję i prosi, nie płacz Kochana babciu. I tak przeleciało już kolejne 6 lat, ja czasem biorę długopis do ręki i piszę o smutkach i radościach mojej wsi.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                Wilkołek Leokadia 2006r.

 

Wybrane wiersze:

 

>  "Felin"
>  "Nieuczona"

>  "Mogiła Nieznanego Żołnierza"
>  "Panienko"

 

Opracowano na podstawie publikacji:
Wilkołek L., Moje Wiersze i Wierszyki..., Felin, 2006

Autor:Administrator
  • Ministerstwo Rozwoju Regionalnego
  • Szwajcarsko-Polski Program Współpracy
  • PROW
  • Ministerstwo Środowiska
  • Geoportal
  • Fundusze norweskie i EOG
Licznik odwiedzin: